NexGen Energy (NXE) - uranowy zakład na AI i atomową przyszłość
Inwestowanie

NexGen Energy (NXE) - uranowy zakład na AI i atomową przyszłość

Każdy portfel ma też pozycje, których wytłumaczenie wymaga trochę więcej kontekstu. Decydując się na InPost - postawiłem na polską firmę, a przynajmniej tak na nią patrzyłem, bo jak wiadomo, można to różnie interpretować, w każdym razie zakup podejmowałem w ramach Global Connect na GPW. Kolejnym zakupem miała być również spółka, lecz tym razem już notowana w światowej stolicy giełd - Nowym Jorku.

Myśląc o spółkach z USA, automatycznie spoglądamy w kierunku Magnificent Seven. Z jednej strony jest to kierunek zrozumiały: najlepsze wyniki, mniejsze ryzyko upadku. No tak, tylko że ja ryzyka się nie bałem, z drugiej - doskonałe wyniki doprowadziły do tego, że od spoglądania na najbardziej podstawowy, a już wystrzelony w kosmos wskaźnik P/E, aż boli głowa. No i co mnie, dziedzicowi spuścizny Grahama, pozostało z tym zrobić? Przecież warto jednak wykorzystać aktualny boom na AI.

Po głębszym namyśle odpowiedź wydała się prosta, choć niekoniecznie roztropna: bo z jednej strony, cóż może być nudniejszego od dziury w ziemi? Jednak z drugiej strony moja decyzja to raczej świadomy zakład spekulacyjny. Nie stabilna dywidenda, nie „kup i zapomnij”. Raczej „kup, trzymaj kciuki i sprawdzaj raz na jakiś czas, czy teza nadal stoi”. NexGen Energy to spółka, która nie ma przychodów, nie ma kopalni i w zasadzie nie ma nic poza kawałkiem ziemi i wizją. Ale ten kawałek ziemi kryje jedno z największych niezagospodarowanych złóż uranu na świecie. A wizja? Opiera się na tym, że świat potrzebuje coraz więcej energii - czystej, stabilnej i dostępnej 24 godziny na dobę.

Czym jest NexGen Energy?

NexGen Energy Ltd. (ticker NXE na NYSE i TSX) to kanadyjska spółka z branży wydobywczej, z siedzibą w Vancouver. Słowo wydobywcza brzmi dumnie, ale w praktyce NexGen jeszcze nic nie wydobywa - i właśnie w tym tkwi cała historia. To klasyczny „developer”. Spółka, która odkryła złoże, od lat je bada, projektuje kopalnię i przepycha ją przez kolejne etapy procesu regulacyjnego.

Na czele firmy stoi Leigh Curyer, założyciel i CEO - postać w branży uranowej dobrze znana, z biznesowym, a nie inżynierskim zapleczem. Prowadzi on firmę od początku istnienia spółki w ok. 2013 r. W świecie małych spółek wydobywczych, gdzie zarządy potrafią zmieniać się częściej niż trendy na TikToku, piętnaście lat tego samego szefa to rzadkość i dla mnie sygnał, że ktoś tu gra w długą.

Wokół niego zgromadzony jest zespół geologów, inżynierów górnictwa i ludzi od finansów, którzy od ponad dekady prowadzą projekt w jednym konkretnym kierunku: zbudować i uruchomić największą nową kopalnię uranu na świecie.

Pobierz grafikę aby zobaczyć

Projekt Rook I i złoże Arrow

Serce całego biznesu to projekt Rook I, w ramach którego znajduje się złoże Arrow - odkryte w 2014 roku w basenie Athabasca na północy prowincji Saskatchewan. Basen Athabasca to dla uranu coś, czym Dolina Krzemowa jest dla technologii - geologiczny raj, z którego pochodzi znaczna część światowej produkcji. Firmy takie jak Cameco (największy zachodni producent uranu) kopią tu od dekad.

NexGen posiada 100% udziałów w projekcie Rook I, obejmującym 32 sąsiadujące ze sobą działki o łącznej powierzchni ponad 35 000 hektarów. To więcej niż połowa powierzchni Warszawy - tyle że zamiast biurowców, pod spodem leży uran.

Najważniejsze jest jednak nie ile, tylko ile na jednostkę. Średnia zawartość U₃O₈ w całym złożu Arrow wynosi ok. 2,6% - i już to jest świetny wynik. Ale w sercu Arrow leży tzw. high-grade core: ~120 mln funtów uranu przy koncentracji 13,26% U₃O₈. To 130 razy więcej niż średnia światowa, bo większość kopalń uranu na świecie wydobywa rudę o zawartości około 0,1%. Arrow jest w zupełnie innej lidze. To tak, jakby wszystkie inne kopalnie przesiewały piasek w poszukiwaniu złota, a NexGen trafił na żyłę czystego kruszcu.

Dlaczego uran? Dlaczego teraz?

Teza inwestycyjna za NexGenem jest w gruncie rzeczy tezą za uranem jako klasą aktywów. A tę tezę łatwo streścić jednym łańcuchem skojarzeń:

AI → więcej prądu → potrzeba stabilnego źródła 24/7 → atom → uran → nowe kopalnie.

Po latach, w których atom był traktowany jak relikt PRL-u i lat osiemdziesiątych, narracja robi ostry zwrot. Kraje rozwinięte ogłaszają plany podwajania mocy jądrowej, odkładane projekty wracają do życia, a stare reaktory dostają zgody na przedłużoną pracę. Powód jest prozaiczny: energetyka wiatrowa i słoneczna świetnie uzupełniają miks, ale nie załatwią całej bazy obciążenia.

Do tego dochodzi zupełnie nowy klient na rynku energii: centra danych pod sztuczną inteligencję. Model językowy nie myśli za darmo - każde zapytanie to prąd, a trening dużych modeli to energia porównywalna ze zużyciem małych miast. Big Techy już teraz szukają stabilnego, niskoemisyjnego źródła, najlepiej na dekady do przodu - i zaczynają podpisywać kontrakty bezpośrednio z sektorem atomowym:

  • Microsoft - umowa na ponowne uruchomienie bloku Unit 1 elektrowni Three Mile Island (tej samej, w której w 1979 roku doszło do słynnej awarii, choć w sąsiednim reaktorze)

  • Amazon - inwestycje w małe reaktory modułowe (SMR) we współpracy z X-energy i regionalnymi dostawcami energii.

  • Google - kontrakt na energię z SMR-ów firmy Kairos Power oraz pierwsze umowy dotyczące reaktorów fuzyjnych.

Słowo „atom” przestało być w marketingu tabu. Wręcz przeciwnie - stało się elementem agendy ESG i strategii dekarbonizacji. A jeśli świat chce zbudować więcej reaktorów, to z czegoś trzeba robić paliwo. Uran nie rośnie na drzewach, kopalń nie przybywa z dnia na dzień, a obecne wydobycie od lat nie pokrywa zapotrzebowania.

Dwie decyzje, od których wszystko zależało

Kiedy podejmowałem decyzję o wejściu w NXE, spółka była w bardzo specyficznym momencie. Złoże - odkryte. Studium wykonalności - gotowe. Plan kopalni - rozpisany. Brakowało jednej, najważniejszej rzeczy: zgody na to, żeby w ogóle zacząć budowę. A dokładniej: dwóch zgód.

Zgoda środowiskowa prowincji Saskatchewan. To pierwszy, regionalny etap - prowincja musi uznać, że projekt spełnia jej wymogi środowiskowe. Bez tego nic się nie zaczyna. NexGen ten etap zaliczył, ale droga do niego była długa i pełna konsultacji z lokalnymi społecznościami, w tym z Pierwszymi Narodami.

Zgoda federalna - CNSC. Drugi, znacznie twardszy orzech: Canadian Nuclear Safety Commission. To federalny regulator sektora jądrowego w Kanadzie, z ogromnym autorytetem i dość konserwatywnym podejściem. Dopiero jego zielone światło oznacza, że można fizycznie wbić łopatę w ziemię i rozpocząć budowę kopalni.

Gdy kupowałem akcje, obie te sprawy były jeszcze przed nami - a przynajmniej ta najtrudniejsza, federalna. To jest właśnie ten moment, w którym teoretyk powiedziałby: „człowieku, poczekaj na zgodę, wtedy kup”. Praktyk dopowie: „tak, ale po zgodzie kurs jest już zupełnie gdzie indziej”. Świadomie wybrałem drugą drogę, bo uznałem, że ryzyko odrzucenia przy tak dopracowanym projekcie jest mniejsze, niż rynek wycenia. I że to jest właśnie ten moment, w którym można coś ugrać.

O czym warto pamiętać?

NexGen to nie jest spółka do portfela emeryta, który nie chce patrzeć na notowania. To zakład z konkretnymi, wyraźnie nazwanymi ryzykami - i warto je mieć z tyłu głowy zawsze, a nie tylko w dobrych momentach:

  • Zero przychodów. Spółka nie sprzedaje uranu - cały biznes to jeszcze plany, koszty, raporty i procesy.

  • Ryzyko budowy. Nawet po wszystkich zgodach zbudowanie kopalni w trudnych warunkach Athabasca Basin to projekt, który może się opóźniać i drożeć.

  • Jedno aktywo. Cała wartość firmy siedzi w jednym złożu. Jeśli cokolwiek pójdzie z nim nie tak - nie ma planu B.

  • Cena uranu. Nawet świetna kopalnia jest tyle warta, ile świat jest w stanie zapłacić za jej produkt. A ceny surowców potrafią być wyjątkowo nieprzewidywalne.

  • Rozwodnienie akcjonariatu. Budowa kopalni kosztuje ogromne pieniądze - część z nich prawie na pewno sfinansuje emisja nowych akcji, co obniża udział dotychczasowych inwestorów w torcie.

  • Geopolityka. Uran to nie jest zwykły towar. Decyzje polityków, sankcje, zmiany w podejściu do energetyki jądrowej potrafią w jeden dzień zmienić cały obraz rynku.

Podsumowanie

NexGen Energy to w moim portfelu pozycja wyjątkowa - nie dlatego, że ma być największa, ale dlatego, że świadomie odstaje od reszty. To nie jest firma od dywidendy, nie jest to też tania spółka value w klasycznym rozumieniu. To raczej zakład o to, jak świat będzie produkował energię w następnych dwóch dekadach.

  • Ekspozycja na tematykę przyszłości: transformacja energetyczna, atom, AI i centra danych - wszystko w jednym tickerze.

  • Unikalne aktywo: jedno z najbogatszych znanych złóż uranu na świecie, w stabilnej politycznie jurysdykcji.

  • Wysokie ryzyko, wysoka asymetria: w scenariuszu pozytywnym spółka zmienia status z „developera” na realnego producenta, w negatywnym - trzeba przyjąć możliwość istotnej straty.

  • Pozycja spekulacyjna: świadomie niewielki udział w całości portfela, traktowana jako osobny, kontrolowany zakład.

  • Temat do powrotu: do szczegółów swoich wskaźników, ceny zakupu i konkretnych powodów wejścia wrócę w osobnym artykule „dlaczego kupiłem NXE”.

Jeśli chcesz sprawdzić, jak ta pozycja wygląda na tle reszty portfela, zapraszam do zakładki Moje IKE.

Komentarze