AEME - jak mądrze umieścić rynki wschodzące w portfelu
Inwestowanie

AEME - jak mądrze umieścić rynki wschodzące w portfelu

Portfel powoli nabierał kształtu. Stany Zjednoczone - check, Europa - check, do tego kilka spółek indywidualnych z różnych sektorów i rynków. Każdy podręcznik pisze o dywersyfikacji geograficznej, tymczasem w mojej wersji brzmiała ona dość biednie, nadszedł więc czas to zmienić.

Wiem, co masz w głowie. Chiny? Ryzyko polityczne, delisting, interwencje regulatora. Indie? Drogie w relacji do historycznych średnich. Tajwan? Ryzyko wojny z Chinami. Brazylia? Niestabilność walutowa i polityczna. To wszystko są prawdziwe ryzyka i nie zamierzam ich bagatelizować. Ale prawdziwym ryzykiem jest też budowanie portfela, który jest zakładem wyłącznie na jedną walutę i jeden rynek. Na dzień dzisiejszy rynki wschodzące odpowiadają za około 60% światowego PKB według parytetu siły nabywczej, przy zaledwie około 10-12% udziału w globalnej kapitalizacji giełdowej według MSCI Emerging Markets Index. To przepaść, ta luka sugeruje albo że są systematycznie niedowartościowane, albo że rynek ma dobre powody, by je dyskontować. Ja uważam, że trochę obu.

Czym jest AEME?

AEME to skrót giełdowy funduszu Amundi MSCI Emerging Markets UCITS ETF Acc, notowanego na Euronext Paris. Zarządza nim Amundi - ta sama firma, od której pochodzi MEUD na indeks STOXX Europe 600. Kupując jedną jednostkę AEME, stajesz się na chwilę obecną pośrednim właścicielem ponad 1100 spółek z 24 krajów rozwijających się - od Tajwanu i Indii przez Koreę Południową i Brazylię po Arabię Saudyjską i RPA.

Indeks, który AEME śledzi, to MSCI Emerging Markets - globalny punkt odniesienia dla tej klasy aktywów, obejmujący spółki o dużej i średniej kapitalizacji z krajów, które MSCI klasyfikuje jako rynki wschodzące. Pokrycie to blisko 85% kapitalizacji giełdowej całego świata rozwijającego się. Indeks jest ważony rynkowo: większe firmy mają większy udział, mniejsi gracze - mniejszy. Dlatego Tajwan, Indie i Chiny odpowiadają razem za ponad 50% wartości funduszu.

Kilka technicznych szczegółów, które warto znać:

  • Typ: akumulujący - dywidendy wypłacane przez spółki z indeksu są automatycznie reinwestowane wewnątrz funduszu zamiast trafiać na konto jako gotówka. Na IKE to idealne rozwiązanie: pieniądze pracują dalej bez przerwy, bez prowizji za reinwestycję i bez podatku Belki.

  • Koszty roczne (TER): 0,18% - jeden z tych średnich kosztowo ETF na emerging markets, ale z bardzo dobrym odwzorowaniem indeksu. Dla porównania, niektóre ETF na rynki wschodzące potrafią dojść do 0.55% TER.

  • Waluta notowania: EUR - fundusz notowany jest w euro na Euronext Paris. Przy polskim IKE oznacza to ekspozycję walutową EUR/PLN, choć same aktywa wewnątrz funduszu są denominowane w różnych walutach lokalnych - rupii, juanie, wonie, realu i kilkudziesięciu innych.

  • Wielkość funduszu: na chwilę obecną jest to ponad 9 mld EUR - wystarczająco duży, żeby zapewnić przyzwoitą płynność,. Przy standardowych transakcjach na IKE nie powinno to stanowić problemu.

  • Siedziba: Luksemburg - struktura UCITS, optymalna podatkowo dla europejskich inwestorów. Wszystkie szczegóły znajdziesz w dokumencie KID na stronie Amundi ETF - warto przeczytać przed pierwszym zakupem.

Pobierz grafikę aby zobaczyć

Co znajdziesz w środku?

Ponad 1100 spółek z 24 krajów brzmi jak chaos, ale w praktyce portfel ma wyraźną strukturę geograficzną. Trzy największe rynki to Tajwan (~26%), Korea Południowa (~22%) i Chiny (~21%) - razem odpowiadają za ponad połowę indeksu. Dalej plasują się Indie (~11%), Brazylia (~3%) czy RPA (~3%). Reszta to kilkanaście mniejszych rynków: Meksyk, RPA, Tajlandia, Indonezja i inne.

Pod względem sektorów aktualnie obraz niewiele różni się od europejskiego odpowiednika. Technologia (~42%) i finanse (~19%) dominują, dalej plasuje się dobra luksusowe (~8%), przemysł ciężki (~7%) czy telekomunikacja (~6%). Rynki wschodzące to w dużej mierze zakład na wzrost klasy średniej i digitalizację w Azji - nie na europejski model realnej gospodarki z bankami i fabrykami.

Aktualnie pierwsza dziesiątka wygląda tak:

TSMC na pierwszym miejscu nie jest przypadkiem. Tajwański producent chipów jest jednocześnie największą spółką rynków wschodzących i kluczowym ogniwem globalnej branży półprzewodnikowej. Kupując AEME dla dywersyfikacji od zachodnich rynków, trafiasz z powrotem na tę samą spółkę, która siedzi w SMH. Taka jest natura indeksów ważonych kapitalizacją - największe firmy pojawiają się wszędzie, gdzie formalnie należą, niemniej miejmy na uwadze jakie wprowadza to ryzyko dla portfela w przypadku spadków na rynku półprzewodników.

AEME vs inne ETF-y na rynki wschodzące

Szukając ETF-a na EM, szybko natkniesz się na dziesiątki podobnych tickerów. Tylko na MSCI Emerging Markets jest ich na europejskich giełdach ponad dwadzieścia. Warto wiedzieć, czym się różnią i dlaczego wybrałem właśnie AEME.

Najtańsze dostępne opcje zaczynają się już nawet od TER 0,09% - to BNP Paribas Easy MSCI Emerging oraz Invesco MSCI Emerging Markets. Na papierze wyglądają atrakcyjnie, ale łączy je jedna cecha: wszystkie są swap-based, czyli syntetyczne. Zamiast kupować akcje fizycznie, fundusz zawiera umowę z bankiem, który zobowiązuje się odwzorować wynik indeksu. To działa sprawnie w normalnych warunkach, ale wprowadza dodatkowe ryzyko kontrahenta - zależysz od wypłacalności instytucji po drugiej stronie kontraktu. Na IKE, gdzie planujesz trzymać pieniądze przez dekady, wolę tego unikać.

AEME przy TER 0,18% to z kolei pełna replikacja fizyczna - fundusz kupuje akcje ze wszystkich krajów indeksu bezpośrednio. Tyle samo kosztują iShares MSCI EM (Acc i Dist), State Street SPDR czy Xtrackers MSCI EM 1C, ale różnią się walutą notowania, miejscem rejestracji lub polityką dywidendową.

Mój wybór to AEME z kilku powodów: akumulujący (idealne na IKE), notowany w EUR na Euronext Paris, fizyczna replikacja, Różnica 0,09% rocznie między najtańszą opcją swap a AEME to przy wpłacie 10 000 zł niecałe 10 zł rocznie - za to płacę za brak ryzyka kontrahenta i prostszą konstrukcję funduszu.

O czym warto pamiętać?

  • Ryzyko polityczne. Chiny, Indie, Arabia Saudyjska - każdy z tych rynków może z dnia na dzień zmienić reguły gry dla zagranicznych inwestorów. Chiński regulator udowodnił to w 2021 roku kampanią przeciwko sektorowi technologicznemu. Ryzyko nie jest akademickie - jest historycznie udowodnione.

  • Ryzyko walutowe - wielowarstwowe. Kupujesz ETF w EUR, który zawiera spółki rozliczające się w rupii, juanie, realu, wonie i kilkudziesięciu innych walutach. Każda z nich ma własną politykę monetarną i podatność na kryzysy. Deprecjacja waluty lokalnej boli akcjonariusza EM nawet wtedy, gdy lokalna firma radzi sobie dobrze.

  • Historycznie słabsze wyniki niż USA. W ciągu ostatniej dekady MSCI EM wyraźnie przegrał z S&P 500. Warto to powiedzieć wprost. Część analityków uważa, że to cykliczne odchylenie przed fazą nadrabiania. Część - że to strukturalna różnica wynikająca z jakości instytucji i praw inwestorów. Nie wiem, kto ma rację, ale ta pozycja jest w moim portfelu jako dywersyfikacja, nie jako główna teza aprecjacyjna.

  • Tajwan jako ryzyko geopolityczne. TSMC to blisko 15% całego funduszu. Każde zaostrzenie napięć w Cieśninie Tajwańskiej bije bezpośrednio w wycenę AEME - dokładnie tak jak bije w SMH i w każdy inny fundusz z ekspozycją na tajwański przemysł półprzewodnikowy, tylko tutaj stosunkowo mocniej.

  • Wyższa zmienność. Rynki wschodzące reagują gwałtowniej na globalne zmiany nastrojów: umocnienie dolara, zmiany polityki stóp w USA, recesja w Europie - każdy z tych czynników uderza w EM silniej niż w rynki rozwinięte. Korekty w tej części portfela będą głębsze i dłuższe.

Podsumowanie

AEME nie jest zakładem o to, że rynki wschodzące pobiją Amerykę czy Europę. To raczej realizacja prostej tezy: portfel zbudowany wyłącznie na krajach rozwiniętych jest niekompletny. Blisko połowa światowego PKB nie powinna znikać z mapy inwestycji tylko dlatego, że niesie większe ryzyko.

Historia dostarcza tu pouczającego przykładu. Japonia przez dekady była giełdowym dominatorem - w szczytowym momencie, na przełomie lat 80. i 90., tokijska giełda odpowiadała za ponad 40% światowej kapitalizacji. Inwestorzy, którzy wtedy postawili wyłącznie na "bezpieczne" kraje rozwinięte z Japonią na czele, przez kolejne trzydzieści lat czekali na powrót do tamtych poziomów. Żaden rynek nie ma zagwarantowanej dominacji na zawsze - i właśnie dlatego geograficzna dywersyfikacja ma sens, nawet jeśli jej część jest niewygodna.

  • AEME to akumulujący ETF na MSCI Emerging Markets od Amundi z kosztami 0,18% rocznie - ponad 1100 firm z 24 krajów rozwijających się w jednej transakcji.

  • Wariant akumulujący idealnie pasuje do IKE - dywidendy reinwestują się automatycznie, bez prowizji, bez przewalutowania i bez podatku.

  • Dominacja Tajwanu, Korei i Chin - te trzy kraje razem to prawie 70% indeksu. Silny komponent technologiczny przez TSMC, Samsung i indyjskie spółki IT.

  • Historycznie niższe wyceny niż rynki rozwinięte - P/E i P/BV MSCI EM są systematycznie niższe niż S&P 500 czy STOXX Europe 600. Dyskont za ryzyko albo punkt wejścia - zależy od horyzontu.

  • Dywersyfikacja walutowa i geograficzna - w portfelu zdominowanym przez USD i EUR, ekspozycja na waluty azjatyckie i latynoamerykańskie to dodatkowa warstwa ochrony przed koncentracją.

Chcesz zobaczyć, jak AEME wygląda w moim portfelu na tle innych pozycji? Sprawdź aktualny stan w zakładce Moje IKE.

Komentarze